Mad world

27 stycznia stuknął mojemu blogowi rok i choć postanowiłam, że jakoś szczególnie skupiać się na tym nie będę, to jednak zdecydowałam się stworzyć, choćby sama dla siebie, taką galerię wspomnień z całego, wielkiego, pełnego wydarzeń roku. Żeby zbyt przewidywalnie nie było, zamieszczone poniżej zdjęcia nie mają nic wspólnego z tymi, które widzieliście w moich zwyczajnych postach ;)

No to od początku...


Rok temu, gdy zakładałam tego bloga...wcale nie myślałam, że stanie się on w 90% blogiem szafiarskim i w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy przejdę aż takie metamorfozy. Gdy zaczynałam, miałam tak bujne futro na głowie, jak lew i nosiłam się tak do czasu, aż zauważyłam, że przez tą grzywę nic nie widzę ;) Na samym początku byłam chyba jeszcze strasznym dzieckiem i takie hasła jak 'nowa kolekcja Zary' albo 'dwunastocentymetrowe szpilki' były dla mnie tak obojętne, jak zawartość kalorii w ukochanych M&M'sach. W zasadzie, tak jest chyba do dziś...


1

...byłam też okropnym dzikusem, a na słowo "dziewczęcy" reagowałam alergią i wysypką.

paper bag


Zdecydowałam, że mój blog będzie tylko i wyłącznie o tym, co interesuje mnie, bez względu na wszechobecnych ludzi, dla których lans jest sensem życia...


6


...i z biegiem czasu zaczęło mi coraz bardziej zależeć na tym, by wszystko było dokładnie takie, jakie chcę Wam przekazać.


3


Tak więc przybywało 'sesji zdjęciowych', które nigdy nie zostały opublikowane, bo...mi się nie podobały. Bądź uważałam, że coś mi nie pasuje i tysiąc innych szczegółów. Po prostu lubię robić coś tak, by być od początku, do końca zadowolona z efektu.


5


black and white


4


summer


summer2


W końcu, doszło nawet do tego, że dałam na siebie założyć prawdziwe futro, a wszystko po to, by godnie zaprezentować torebkę prababci. Choć naturalnych futer mam w domu wiele i większość w moim rozmiarze, nie będę ich nosiła. Nie po to od lat angażuję się w ochronę zwierząt, by paradować w futrze, bo tak aktualnie dyktują śliskie magazyny.


7


No i kiedyś tam w końcu przyszedł czas zdawania matury, na którą w większości wybierałam się albo w trampkach Converse, albo ubierając to, co mi wpadło w rękę i wydawało się pasujące do zamysłu "Ubrać się tak, żeby było na złość". Na swój ostatni egzamin niemal zaspałam i poszłam z pokręconymi w każdą stronę świata, niewysuszonymi piórami. Nie żałuję ani jednej chwili i ani jednej decyzji.


school


Nastąpiło lato, którego nie wyobrażałam sobie bez przyjaciół, w związku z czym, rzuciłam pracę i razem pojechaliśmy nad nasze polskie, brudne, zimne morze. Przywiozłam stamtąd najpiękniejsze zdjęcia, jakie kiedykolwiek mi zrobiono. Wszystkie, oczywiście autorstwa Martyny.


8


9


W międzyczasie odkryłam kolejne możliwości związane z moją największą pasją - jedzeniem. Kocham jeść, kocham jedzenie, kocham na nie patrzeć i wąchać, dlatego zdecydowałam się zatrzymywać je dla siebie na dłużej. [Dzięki Ci, Panie, że nie widać po mnie tych pochłanianych ilości, gdy wpadam do rodzinnego domu.]


dżordż

love


Kiedyś jednak skończyła się sielanka i trzeba było te wszystkie kartonowe pudła wpakować do samochodu i...wyruszyć do Wrocławia - miasta, dla którego bez cienia żalu opuściłam szarą, żadną Łódź. Do dziś nie mogę się nadziwić, jak ładnie wygląda teraz to mieszkanie...bo gdy przybyłam na miejsce, wyglądało tak:


10


Wroc


No i skończyło się tak, że robię to, co naprawdę lubię...z przerwami na sesję, kiedy rzucam tym wszystkim dalej, niż widzę.


greek


W ciągu jednego roku zmieniałam fryzurę trzykrotnie i czterokrotnie farbowałam włosy, na zupełnie inne kolory. Dziękuję im za to, że ze mną wytrzymują te wszystkie eksperymenty. Moja szafa również nie mało przeszła...i nawet kupiłam sobie szpilki. Ale nie chodzę - lubię sobie na nie po prostu popatrzeć.

To był naprawdę udany rok, choć nie zawsze było lekko...jedyne, czego żałuję, to tego, że blogosfera nie jest już tak otwarta i przyjazna, gdy zaczynałam. Teraz pojawiły się jakieś super określenia, głębsze filozofie i coraz większe ciśnienia. Wszystko się jednak zmienia i mam nadzieję, że i ta ciężka sytuacja opadnie niczym grzyb atomowy i nagle, jak za sprawą magicznej różdżki ludzie dadzą sobie luzu.

Pozostaje mi podziękować tym, którzy tutaj wpadają, doceniając to, co staram się przekazać. Obiecuję, że morale mi nie upadną, nigdy nie założę bawełnianych skarpet w sandały i postaram się publikować częściej. Ale na pewno nie będę pisała krócej ^^

Tak naprawdę...

...to powinnam się uczyć. Historii muzyki europejskiej. Starożytnej greki. Albo chociaż historii sztuki...ale po ostatnim tygodniu potrzebuję kontaktu z żywymi ludźmi, którzy nie mają nic wspólnego z umarlakami, dzięki czemu ich życie nie składa się z dylematów, czym różni się sylabariusz od pisma sylabicznego ;) (nie pytajcie, nie wydedukowałam tego do tej pory, choć kolos jest już za mną...)

To było tak słowem wstępu...sesja w pełni, nie ominie żadnego żywego, ale ja dzisiaj nie o tym.

Dzisiaj planowałam przedstawić Wam coś zupełnie innego...Myślałam nad tym strojem w wolnych chwilach od myślenia o czymkolwiek związanym z przeszłością umarlaków, ale moje plany pokrzyżowała fala mrozów. Akurat właśnie wtedy, gdy w pełnej chwale, z pierwsza tróją w indeksie (bo piątkami chwalą się wszyscy, to ja dla odmiany pochwalę się trójką), zajechałam do swojego rodzinnego domu. Na szczęście w piątek, kochane zwierzę o pseudonimie Sparrow (czyli mój luby ;)), postanowiło porwać mnie do świata żywych i...poszliśmy do kina. Trzeba było skleić coś na szybko, żeby nie zarznąć i tak wyszedł mi poniższy zestaw. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się tak dobrego efektu z resztek ubrań, które miałam w domu i walizce, ale...sami oceńcie :)




1



8



2



3



5



4



7



6



9



Zestaw 'Na specjalistę od świata umarlaków' zawiera:

Buty - Bohan (allepgro.pl) - kupiłam je za całe 29,90 zł (!). Są produkcji portugalskiej, nowe, w całości wykonane ze skóry i owczej wełny. Kupiłam je, szukając czegoś w stylu słynnego już modelu Bronx Duck, na który, nie ukrywam - szkoda mi pieniędzy. Co tu dużo mówić - ostatnio jestem strasznym skąpcem i praktycznie w ogóle nie kupuję ubrań. Gdy zobaczyłam te kozaki Bohan, padłam z zachwytu - były naprawdę podobne do Ducków i mają świetną jakość. Za żadne pieniądze.

Spodnie - Bershka % (lata temu...)

Torba - Springfield. Moja ulubiona.

Szara bluzka - Reserved (jeden z dwóch tegorocznych, wyprzedażowych łupów. Jak sami widzicie - szaleję po prostu ;))

Futrzana kamizelka - Next kids (sh)

Złote korale - Pull and Bear

Koraliki z kamieniami - Troll

Białe korale - Kości bawołu. Sh, ale nowe - wyrób 'regionalny' ;)

Kolczyki - Stradivarius

Futrzana czapa - należy do Mamuśki Łośka. Prawdziwe futro, ale 100% vintage. Jest w rodzinie od lat.

Płaszcz - Ted Baker (sh) - ten płaszcz to też niezła gratka. Kupiłam go w lumpeksie, lecz był całkiem nowy. Jak na lumpeks, trochę dużo za niego zapłaciłam (125 zł)...ale zarazem zapłaciłam grosze, jeśli patrzymy na nazwę marki. Jest wykonany z niesamowitą starannością, a jego poszewka to małe arcydzieło (czarny jedwab z wytłoczonymi kwiecistymi ornamentami).

Strój wieczorowy

Dzisiejszy post powstał dzięki Syberii za moim oknem. Mróz, śnieg, deszcz i masakra w PKP przyczyniły się do spędzenia kolejnego, przyjemnego wieczorku w ulubionym dresiku, w ukochanym domu z najukochańszym słoniem Stefanem (słoń dostał imię na cześć mojego jakże ulubionego wykładowcy, dzięki któremu długie godziny swojego życia poświęcam na zajmowanie się niesamowicie ważnymi szczegółami ateńskich żołędzi do losowania sędziów. Został tak nazwany, by to imię do końca mych dni nie kojarzyło się źle). Tak naprawdę jestem straszną domatorką i jeśli wyposaży się mnie w wygodne łóżko, tony jedzenia, jakieś dobre trunki, kilka niezbędnych gadżetów(typu Stefan, komputer, książki, ulubione magazyny i szpule filmów), to kompletnie nie czuję potrzeby 'wychodzenia na miasto'. Dzisiaj poświęcam kolosalną ilość zdjęć nie tylko na przedstawienie moich najwygodniejszych ciuchów, ale również temu, co znajduje się w moim pokoju. Chociaż metraż moich 'czterech kątów' nie jest duży, to jednak upchałam tam tyle rzeczy, że każdy, kto po raz pierwszy ląduje w moim domu, natychmiast wie, jaką osobą jestem (przez co niedługo chyba zacznę poruszać się po suficie ;))



No to 3...2...1... - Strój Wieczorowy Domatora:



1a



7a



2a



3a



4a



5a



6a

Strój Wieczorowy Domatora zawiera:

Skarpety - lokalny sklep, wieki temu
Pumpy w bałwanki - Sonoma (allegro.pl)
Bluza - Abercrombie&Fitch (cudownie mięciutka, cudownie ciepła - będę ją nosiła, aż się rozpadnie na atomy)
Kolczyki - allegro.pl
Stefan - prezent od przyjaciół. Bezcenny.



8a

(o taaak, taaaak, literatura rzymska, mmmm :D - to oczywiście jedna, wielka ściema. Na sam widok tej książki mam alergię...)



9a



10a

Mania na produkty firmy Nici, jeszcze z dzieciństwa i kolekcja ołówków, którą kiedyś się chwaliłam tutaj



11a

Stojak z ulubionymi płytami. Mówcie, co chcecie, ja do końca swych dni zostanę fanką Andrei Bocellego. Muzyką klasyczną zaraził mnie brat, gdy zaczynałam liceum, a później to już poleciało...od tamtego czasu w mojej głowie siedzi pomysł projektu, który miałby na celu przełamanie stereotypu, że klasyka jest tylko dla sztywniaków i pseudokoneserów. Bardzo żałuję, że ludzie w moim wieku tak mało wiedzą o tej muzyce...



12a

Na tym regale trzymam zawsze to, co aktualnie czytam, bądź te książki, które wiążą się jakoś z moimi wspomnieniami i mam do nich sentyment.



13a

Różne puszki od Coca-coli i butelki od ulubionych piw, w których najczęściej trzymam kwiaty. Kolekcjonuję wiele dziwnych rzeczy...bardzo lubię grafikę i zbieram wszystko, co dla mnie ma ciekawy wzór, kolor, fakturę. Zaczynając na papierowych metkach od ubrań, poprzez puszki, butelki, tekturowe pudełka na prezenty (to mi się chyba nigdy nie znudzi!), świece i świeczniki, a kończąc na...ołówkach (choć z ołówkami już trochę wyluzowałam :D) :)



14a

To jest dowód na to, że niedługo zacznę chodzić po suficie. Dla Kermita nie ma już miejsca na ścianach, więc musi stać na podłodze...żeby mu nie było smutno, to niedługo dokupuję mu Erniego. Jedyną postacią, za którą nie przepadam jest...Miss Piggy. Niestety.



15a

Na sam koniec - moja śmieciowa tablica. Tam lądują wszystkie piękne papierowe metki, gadżety z podróży i metki odcięte od ciuchów, które upolowałam na jakiejś przecenie za grosze - w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dzięki temu zabiegowi, za każdym razem, gdy patrzę na metkę z Morgana i 345.00 zł, przecenione na 19.90, zaczynam się uśmiechać ;)