sobota, 18 czerwca 2011
Mały Traktat o tym, jak wyglądać, wychodząc po bułki.
21:48 | Autor:
Łucja
Spieszę, by donieść Wam, że udało mi się przeżyć wesele, z którego to nie udało mi się wymigać żadną miarą. Z przerażeniem stwierdzam nawet, że było całkiem odlotowo - a to wszystko dzięki temu, że impreza posiadała Cztery-Czynniki-Umożliwiające-Przeżycie-Wesela-Bez-Późniejszej-Traumy:
1. Świetna, otwarta rodzina z poczuciem humoru tego kalibru, który uniemożliwia zjedzenie choćby pół krokieta bez maksymalnego skupienia na tym, by krokiet pozostał tam, gdzie krokiet powinien się znajdować. I nie, miejscem krokieta nie jest wiązanka stojąca przed Tobą na stole.
2. Mała ilość zaproszonych gości i ich dzieci o aparacie gębowym, wyposażonym w umiejętność nadawania na wysokości fal dźwiękowych, charakterystycznych dla orek, delfinów i waleni.
3. Miejsce, którego nie można nazwać 'domem weselnym', tylko przyjemnym, małym pałacem na uboczu...i to w dodatku 'zapach bigosu' free.
4. Brak zbyt dużego nagromadzenia na metr kwadratowy wujków, składających Ci szeroki wachlarz propozycji - od matrymonialnych, po udziały w zysku ze sprzedaży wykręconych, złotych klamek.
Tak więc cała, zdrowa i wolna od myśli, od których mógłby mnie uwolnić tylko dobry psychiatra, przeżyłam wesele całkiem obcych ludzi i byłam naprawdę zadowolona, że udało mi się przełamać...ale nie myślcie sobie zaraz, że od tej pory będę wielkim fanem tego typu imprez i nie przepuszczę nawet jednej, choćbym miała plus tysiąc gorączki i półpaśca. Nic z tych rzeczy - nadal nie lubię wesel, nie zamierzam porzucić swego krętactwa o wieloletniej tradycji - ja po prostu dopuszczam możliwość pojawienia się na weselu organizowanym przez jedną, konkretną rodzinę. Cała reszta może błagać na kolanach i codziennie wysyłać mi pocztą kwiatową bukiet z pięćdziesięciu strelicji królewskich - a i tak się nie pojawię :D
To było słowem wstępu, natomiast ja dzisiaj o czymś zupełnie innym - dzisiaj chciałam przedstawić Wam swój punkt widzenia na temat stroju, w jakim powinno się wykonywać prace domowe. W związku ze swoją rzadką aktywnością w blogosferze, miałam całkiem dużo czasu, by pomyśleć o tym, jak świat idzie do przodu, jacy wszyscy się robią glamour i stwierdziłam, że nie mogę dalej wychodzić do supermarketu po bułki w dresiku i koszulce Stonesów. Ludzie naprawdę się starają - prezentują w jakich majtkach powinno się spędzać sobotnie popołudnie, jakie szpilki założyć, wychodząc z psem na spacer po bezludnych polach, czy w jaki sposób połączyć nakrycie głowy z torebką, by pasowało do koloru plastikowego worka na śmieci i komponowało się z aurą ciepłego, letniego wieczoru - a ja do tej pory tak bezczelnie grzeszyłam tym swoim szarym dresem. Co za ignorancja...ale ja to wszystko przemyślałam i wyciągnęłam poprawne wnioski. Postanowiłam się zmienić. Teraz w niczym nie ustępuję konkurencji. Poniżej zobaczycie mój strój domowy, w którym piorę, sprzątam i gotuję - ocenę mej metamorfozy pozostawiam w Waszych rękach :)
1. Świetna, otwarta rodzina z poczuciem humoru tego kalibru, który uniemożliwia zjedzenie choćby pół krokieta bez maksymalnego skupienia na tym, by krokiet pozostał tam, gdzie krokiet powinien się znajdować. I nie, miejscem krokieta nie jest wiązanka stojąca przed Tobą na stole.
2. Mała ilość zaproszonych gości i ich dzieci o aparacie gębowym, wyposażonym w umiejętność nadawania na wysokości fal dźwiękowych, charakterystycznych dla orek, delfinów i waleni.
3. Miejsce, którego nie można nazwać 'domem weselnym', tylko przyjemnym, małym pałacem na uboczu...i to w dodatku 'zapach bigosu' free.
4. Brak zbyt dużego nagromadzenia na metr kwadratowy wujków, składających Ci szeroki wachlarz propozycji - od matrymonialnych, po udziały w zysku ze sprzedaży wykręconych, złotych klamek.
Tak więc cała, zdrowa i wolna od myśli, od których mógłby mnie uwolnić tylko dobry psychiatra, przeżyłam wesele całkiem obcych ludzi i byłam naprawdę zadowolona, że udało mi się przełamać...ale nie myślcie sobie zaraz, że od tej pory będę wielkim fanem tego typu imprez i nie przepuszczę nawet jednej, choćbym miała plus tysiąc gorączki i półpaśca. Nic z tych rzeczy - nadal nie lubię wesel, nie zamierzam porzucić swego krętactwa o wieloletniej tradycji - ja po prostu dopuszczam możliwość pojawienia się na weselu organizowanym przez jedną, konkretną rodzinę. Cała reszta może błagać na kolanach i codziennie wysyłać mi pocztą kwiatową bukiet z pięćdziesięciu strelicji królewskich - a i tak się nie pojawię :D
To było słowem wstępu, natomiast ja dzisiaj o czymś zupełnie innym - dzisiaj chciałam przedstawić Wam swój punkt widzenia na temat stroju, w jakim powinno się wykonywać prace domowe. W związku ze swoją rzadką aktywnością w blogosferze, miałam całkiem dużo czasu, by pomyśleć o tym, jak świat idzie do przodu, jacy wszyscy się robią glamour i stwierdziłam, że nie mogę dalej wychodzić do supermarketu po bułki w dresiku i koszulce Stonesów. Ludzie naprawdę się starają - prezentują w jakich majtkach powinno się spędzać sobotnie popołudnie, jakie szpilki założyć, wychodząc z psem na spacer po bezludnych polach, czy w jaki sposób połączyć nakrycie głowy z torebką, by pasowało do koloru plastikowego worka na śmieci i komponowało się z aurą ciepłego, letniego wieczoru - a ja do tej pory tak bezczelnie grzeszyłam tym swoim szarym dresem. Co za ignorancja...ale ja to wszystko przemyślałam i wyciągnęłam poprawne wnioski. Postanowiłam się zmienić. Teraz w niczym nie ustępuję konkurencji. Poniżej zobaczycie mój strój domowy, w którym piorę, sprzątam i gotuję - ocenę mej metamorfozy pozostawiam w Waszych rękach :)
Etykiety:
Outfits
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
About Me
- Łucja
- W wiecznym pośpiechu, codziennie szukam inspiracji. Ponieważ każdy mój dzień jest nowym wyzwaniem, któremu muszę kreatywnie sprostać, dzielę się kawałkiem całkiem zwykłych i niezwykłych rzeczy, na jakie trafiam w poszukiwaniu motywacji do pracy :) Aha...i nigdy nie chodzę na łatwiznę.
Categories:
- 'Worth Buying' Project (3)
- Clothing (6)
- DIY (7)
- Extra (10)
- Friends as Heros Project (1)
- Lucia in action (7)
- My world (26)
- Outfits (43)
- Places (21)
Moja subiektywna lista szaf
- A good buy
- Agatiszka
- Baglady
- Bastet
- Erill
- Fashioneria
- Fretka
- Honey bunny in wonderland
- Honorata
- Jagodda
- Koci bałagan
- Laff
- Leśno-Marchewkowa J.
- Lumpexlover
- Matka Polka w UK = Jukejka
- Pola Ilowicz
- Ratomka
- Riennahera
- Różne ładne rzeczy
- Szafa Madziary
- Szafa osobowości
- Sztywniara
- Ula's Adamant Wanderer
- Vanity Overdose
- Venila kostis
- Veronica Fraticelli
- Vintage Goa
- Vslv's World - Fashion vs. Style
- Wieszaki Tinkerbelli
- Wyrób szafopodobny










23 komentarze:
Fajna kuchenna sesja :) fartuszek jest świetny ;)
pierwsze co mi przyszło do głowy to "Desperate Housewives" i do tego serialu wpisujesz się teraz idealnie :D wykapana Bree (jeśli to oglądasz, to wiesz ;))
chyba już to pisałam, że nie znoszę wesel, może nawet równie bardzo jak Ty. moje wiejskie wesela zazwyczaj nie nastrajają pozytywnie, a poziom lejącego się alkoholu mnie, studentkę, po prostu odstrasza ^^
sukienkę masz naprawdę boską (to słowo wydaje mi się najbardziej adekwatne i kumuluje wszystkie moje myśli na temat Twej sukienki), tak więc udam że nie czaję sarkazmu i powiem: "Co Ty robisz w tej cudownej kiecce w kuchni?!"
ślę całusy! :)
o tych weselach jakbym czytała własne myśli,
podzielisz się jakimiś uniwersalnymi wysoce skutecznymi wymówkami z których korzystałaś przez ostatnie 12 lat?;) bo do mnie zaproszenia ostatnio trafiają z zawziętością równą listom przyjęcia do Hogwartu Harrego Pottera...
ej mamy bardzo podobne kuchnie, szafki, podłoga, układ okna względem zlewu piekarnika itd
zresztą sama zobacz (zdj 12 i 17) http://kieliszek.fotolog.pl/gniazdo-cz-ii,2198295,link.html
śliczna sukienka! wygladasz w niej naprawde fajnie:))
:) Cudnie wyglądasz! Idealna Pani domu!
Uśmiałam się:)
dla takiej kiecki rzucę minimalizm ! :-)
świetna fryzura ii sukienka!
Śliczna sukienka :)
świetna sukienka :) w ogóle całokształt :) pozdrawiam
obserwuję :)
Genialne!!! Drogocenne rękawiczki świetnie podkreślają styl house glamour, a fryzura dopełnia całości tworząc kontrolowany nieład i luźną domową atmosferę, a przecież o to nam wszystkim chodzi, gdy zabieramy się do prac w domu. Muszę przemyśleć swoje dotychczasowe totalnie bezstylowe hałs ałtfity i iść Twoim tropem. Dzięki za bycie inspiracją :):):)
A ja Cię widziałam, w poniedziałek, na Szewskiej i zabrakło mi odwagi żeby podejść...ale w końcu widziałam Łucję ! :)))
beata
Jak to możliwe, że dopiero teraz zauważyłam, że wróciłaś do nas po tak długiej przerwie!?
Strój jak strój ale jakie czadowe żółte rękawiczki ;P
Śliczna sukienka!! Wyglądasz rewelacyjnie!!
mieszkasz z Kocim Bałaganem?
Wow! Great presentation of your themes. Good presentation. Thanks.Travel Beautiful bangladesh
Te loki kojarzą mi się a Alice z "Wszystkich wcieleń Tary". Albo to ta aura kuchni nigdy nie wiadomo.
hahaha:D dobrze, to ujęłaś:))
sukienka przepiękna i myślę, że do prac domowych "idealna"!;)
sukienka wygląda jak rozgwieżdżone niebo :)
witam Łodziankę :)
boska jest ta sukienka :) a zdjęcia genialne :)
bardzo fajne, pozytywne zdjęcia i super tytuł posta :)
zapraszam do mnie
sukienka super :)
śliczna sukienka:) i bardzo fajna stylizacja.
Dodaję do ulubionych i zapraszam do siebie;)
Prześlij komentarz
If You leave a comment here, You will make me smile. That is more than a thousand words :)