The best (?) of me

Ostatnio moja aktywność w tym miejscu zdecydowanie zmalała. Ostatnio naprawdę odpłynęły ze mnie chęci, ale jak to w życiu bywa - w całkiem niespodziewanych momentach poznajemy ludzi, którzy znów zapalają nas do działania. Naobiecywałam wszystkim przebudowę bloga, ale przede wszystkim - obiecałam ją sobie i teraz zamierzam stanąć na swoich spalonych w dzieciństwie rzęsach, by już nigdy mi się tak nie chciało, jak mi się nie chciało ostatnio ;)

Zanim przejdę do sedna sprawy, czyli niczego innego, jak historii kilku szmat, chciałabym przeprosić Was za bycie takim burakiem pastewnym i brak reakcji na Wasze komentarze. Ostatnio pokonała mnie siła moich paskudnych nawyków. Jestem kompletnie zdezorganizowanym człowiekiem, który mając do wyboru: dłużej pospać, a zjeść śniadanie, zawsze wybiera dłużej pospać. Z resztą, w innych sytuacjach też wybieram opcję "dłużej pospać". Spóźniam się niemal zawsze i niemal wszędzie, choć sama siebie za to nienawidzę, ale to akurat genetyczne. Moja Mamuśka niemalże spóźniła się na własny ślub, więc nie wymagajmy ode mnie zbyt wiele ;) Jestem niekonsekwentna i często niczym rozpuszczone dziecko, zarzucam wszystko z momentem, gdy przechodzi mi fascynacja. Absolutnie nie planuję pracować nad swoimi wadami, jest to chyba niemożliwe...znaczy - próbowałam, ale nie wyszło. Moją ostatnią nadzieją na poukładanie szaleńczego trybu życia jest Martyna, z którą uwiję sobie gniazdko już za kilka miesięcy. Znamy się tyle czasu, że nie ma dla mnie litości, a jej bardzo sugestywne, mordercze spojrzenie nade mną i "Łosiuniek...nie rób jaj" jest dla mnie wystarczającą motywacją do tego, by wystawić palec poza kołdrę. To mnie uzdrowi...a do tego czasu będę uprawiała intensywny jogging na zajęcia oraz ćwiczyła zdolności manualne, ubierając się, pakując i malując w kwadrans. Musicie mi to wybaczyć, nadrobię, obiecuję ;)


Dzisiejsze zdjęcia zostały wykonane przez Mamuśkę Łośka, z którą skorzystałyśmy z ładnej pogody i wybrałyśmy się na wycieczkę po wszystkich okolicznych dziurach...terenach, znaczy. Na zdjęciach będzie można dostrzec chyba największy zbiornik wodny w pobliżu Łodzi, który znajduje się kilka minut spacerem od mojego domu. Wspominam o tym na wszelki wypadek, bo znam takich, którzy w Łodzi nigdy nie byli i łudzą się, że tam zupełnie jak we Wrocławiu - płynie jeszcze coś poza wodą w fontannie. Mamuśkę Łośka w wersji wiosennej zobaczycie w gratisie do dzisiejszego postu, a pochodzenie ubrań oraz mój komentarz - standardowo pod spodem :)



1


3


2

Nie, nie myślcie sobie czasem, że jestem taka super glam i tutaj pozuję. Ja po prostu trzymam swoje włosy.



4


6


5


8


9



Buty - Bershka, sh. Kupiłam je nowe, ze wszystkimi metkami w swoim ulubionym lumpeksie za 80 zł. Teoretycznie to dużo - ale patrząc na fakt, że zostały wykonane w całości z naturalnego zamszu i skóry, to niewygórowana kwota. Kupiłam je w pięć minut - pasowały, podobały mi się i w pełni zaspokajały moją manię na koturny. Dopiero w domu okazało się, że to buty z piekła rodem - nie da się w nich chodzić, najprawdopodobniej nie da się w nich również siedzieć i jedne, co w nich można, to wyglądać. Łudzę się, że znajdę na nie jakiś trik i staną się wygodne.
Spodnie - Bershka %, wieki temu.
Kardigan - Mamuśki Łośka, H&M % (przeceniony z 130 zł na 40. Łiii! :D)
Szal - Mamuśki Łośka, Kappahl
Korale - Wszystko Mamuśki Łośka :(
Bransolety - Duża złota - H&M, lumpeks. Reszta - Mamuśki Łośka
Kolczyki - Stradivarius
Okulary - prezent
Torebka - Allegro, C&A




A teraz przed Wami ukochana Mamuśka Łośka :D


7


10


PS. Dostaję wiele pytań od osób, które chcą sobie skonstruować fryzurę podobną do mojej, jak wygląda "z profilu, z przodu i z tyłu". A więc z tyłu wygląda tak :)


Zdechła limonka

Nie wiem, czy zmusiłabym się do napisania tego postu, gdyby nie Dagmara, znana wszystkim bardziej jako Lumpexlover. Gdy wczoraj zabrałam się za lekturę jej bloga i wśród zdjęć bliskich jej ludzi, którym dziękowała za pomoc i dopingowanie w prowadzeniu strony, znalazłam swoje zdjęcie, chwyciło mnie za serce...no bo to zalatuje straszną hipokryzją, gdy się kogoś wspiera w jego pasjach, gdy się słucha i daje pozytywną energię...gdy takiej Frecie wbija się do głowy, niemal skamląc, że jak zamknie bloga, to nastąpi koniec świata, a mój nędzny żywot stanie się wyprany z cudownych barw ironii...i śniadania z komputerem już nie będą takie same...oraz wielu, wielu innym, że nie wolno się poddawać "choćbyniewiemco", że nie wolno chodzić na łatwiznę i tak po prostu rezygnować z czegoś, co się kiedyś bardzo lubiło...a na własnego bloga kładzie się taką przysłowiową laskę. Postanowiłam to dziś naprawić korzystając z tego, że kładę przysłowiową laskę na chodzenie na zajęcia...co prawda dzisiaj lecą moje ulubione, ale w rodzinnym domu zostawiłabym taką rozkoszną, dużą, wiecznie zaskakującą mnie...lodówkę pełną jedzenia :D Nie mogłam dopuścić do tego, by coś się zmarnowało (chociaż nie uratowałam całej sałatki z wędzonego kurczaka, zrobiła mi na złość i się zepsuła).


Tak naprawdę miałam Wam dużo do powiedzenia i zmieniałam treść tego postu od godziny 23:00 poprzedniego dnia, ale za każdym razem wychodziły mi tak mądre i patetyczne rzeczy (czyli nic lekkostrawnego), iż stwierdziłam, że dam sobie spokój i ograniczę się do standardowej złośliwości na koniec - brak słońca w tym obrzydłym mieście, którego nazwa zaczyna się na "Ł", a kończy na "DŹ" doprowadza mnie do takiego szału, że tym razem podłubałam przy zdjęciach i specjalnie je "przydymiłam", żeby wydawało się, iż brak słońca, barw i czegokolwiek pozytywnego, to tak niby celowo, bo inaczej nie dałoby się tego oglądać bez nalanej szczodrze setki pewnego wysokoprocentowego trunku alkoholowego...


Na zdjęciach zobaczycie mój najnowszy, ulubiony zestaw, który wciągam zawsze, gdy nie chce mi się myśleć nad tym, w co się ubrać. Zamieniam jedynie buty na wygodniejsze, wysłużone Conversy w złote paski, które wiernie czekają na mnie we Wrocławiu.




3


1


2


8


6


7


4


5


9


Trencz - Reserved
Marynarka - Gap, sh (nowiutka! :))
Naszyjnik - Reserved
Spodnie - Zara(z) - tutaj chciałabym zwrócić maleńki okruszek honoru tejże sieciówce, bo kupiłam w niej jeansy wykonane z naprawdę dobrej jakości bawełny, cudownie miękkie i cienkie w dużo niższej cenie regularnej, niż oferowały sklepy darzone przeze mnie sympatią. To było miłe zaskoczenie.
Buty - United Colors of Benetton z czasów, kiedy Benetton nie był jeszcze wredną sieciówą z kijową jakością. Allegro, 12,90 zł. Tak samo jak w przypadku Trolla, "skupuję" wszystkie produkty Benettona "z dawnych czasów" - odróżniam je po grafice metki i druku na papierkach ze składem. Brzmi jak jakaś mania, ale uwierzcie mi, nie ma lepszych ciuchów (w znaczeniu bardziej trwałych, nieblaknących, o ciekawej kolorystyce, starannym wykonaniu i świetnych, często w pełni naturalnych materiałach), niż te, które wyprodukował stary, dobry Benetton.
Torba - Solar, prezent
Pasek - z prawdziwej skóry krokodyla(!), sh
Bransoletka - H&M, sh (uwielbiam kupować nową biżuterię w lumpeksie za 5 zł :D Ta bransoletka miała jeszcze wszystkie nalepki z kodami.)
Kolczyki - Glitter