Vintage treasures

Oto kilka moich najświeższych łupów, znalezionych w second handach. Jestem z nich dumna głównie z tego powodu, że nie mają w sobie żadnej metki - najprawdopodobniej zostały przez kogoś uszyte. Niebieska sukienka musiała należeć do krawcowej-amatorki, gdyż posiada niezbyt równe szwy i widać pierwsze próby z maszyną, natomiast folkowa spódnica? Kto wie...jedno jest pewne-musiała mieć coś wspólnego z występami, bo pod tym pięknym materiałem kryją się ogromne warstwy grubych podszewek.
Czarna koronkowa koszula z żabotem a la Madonna to inna historia, gdyż była noszona przez moją mamę w czasach liceum.
Jedynie musztardowe, włochate bolerko jest wytworem przeciwnika kreatywności - sieciówki. Pocieszam się faktem, iż również zostało kupione w second handzie...
Czy tylko ja zastanawiam się, kto mógł być wcześniej właścicielem moich ciuchów, czy reszta świata, również? ;)

























Pink&Blue = Macia's world

Dzisiejszy post jest początkiem mojego najnowszego pomysłu - "Friends as Heros Project", który polega na odwiedzaniu domów moich przyjaciół i fotografowaniu najbardziej niezwykłych przedmiotów i miejsc, które nie tylko doskonale odzwierciedlają charakter właścicieli, tworzą unikalny klimat, ale pokazują to, za co ich kocham :) Osobą zaczynającą ten cykl jest moja najlepsza przyjaciółka - Martyna. Dziecko słońca, duchem w Hiszpanii. Jak zostanę multimilionerką, to kupię jej fabrykę czekolady na własność, żeby zawsze miała 'czym poprawić sobie nastrój' ;)








Za białymi drzwiami ukryta jest mała garderoba właścicielki.




Tablica na 'Ważne informacje' i na 'Informacje poprawiające nastrój' ;)




Tęcza notatek.




Komplet świec z pokrywami.





Miś Łoś nazwany na moją cześć, którego podarowałam jej na gwiazdkę :) Ma mój pseudonim, prawdopodobnie dlatego, że wyraz jego ryjka odzwierciedla z kolei mój charakter.








Martyna we własnej osobie, z uśmiechem, który najbardziej lubię :)