Ogród botaniczny

W związku z tym, że moje plany wakacyjne sczezły na niczym, staram się wykorzystać swój wolny czas, robiąc to, na co zazwyczaj nie mam czasu...tak więc choć przez rok mieszkałam w sąsiedztwie Ogrodu Botanicznego we Wrocławiu, zawsze albo była kichawa pogoda, albo sesja, albo referat, który miałam napisać na dzień wczorajszy, albo odsypianie i tym podobne...dlatego na zwiedzanie wybrałam się dopiero teraz. I standardowo - było zimno. Na szczęście zawartość ogrodu w pełni wynagrodziła mi wszelkie niedogodności typu deszcz, arktyczny wiatr, źle dobrany strój i jeszcze kilka innych katastrof.

Pierwszy raz od dawna zostaniecie zalani ilością zdjęć...ale po prostu nie mogłam się oprzeć pokusie dodania wizerunków ciekawych krzaków, a to wszystko chyba przez to, że odkąd przeprowadziłam się do nowego mieszkania, sama stałam się domowym farmerem-botanikiem i hoduję trzy kwiatki: bananowca, bambusa i coś egzotycznego, co wygląda jak marihuana (aczkolwiek nie przypuszczam, by w Ikei sprzedawali marihuanę w doniczkach po 9,90 za sztukę ;D).
Zaszalałam też z kontrastem na zdjęciach, co trzeba mi wybaczyć - gdy człowiek słucha ponad dwie godziny "Japanese Boy" Aneki, made in 1981, to różne szalone rzeczy przychodzą do głowy :) (swoją drogą, to chyba przez brak palm w tym roku...na szczęście rok się jeszcze nie skończył i choćbym miała sprzedać wszystkie swoje ulubione ciuchy, zamierzam się wytaplać w jakieś błękitnej wodzie, gdzieś na drugiej półkuli :))

Opis moich niezwykłych łupów, jak zawsze pod spodem, a między zdjęciami znajdziecie kilka komentarzy przeszkadzających w oglądaniu ;)



2


1


3


4


5

Po zobaczeniu tego zdjęcia pewnie zainteresuje Was skąd się wziął taki ubytek w mojej skórze nad brwią...historia jest krótka i mało śmieszna - gdy byłam kilkuletnim Łosiątkiem, opiekowała się mną babcia. Pewnego pięknego dnia stwierdziła, że coś mnie ugryzło i by bąbel szybciej zniknął i nie swędział, trzeba posmarować - starym sposobem - amolem. Tym czymś, co mnie ukąsiło, była ospa. Niestety gdy bąble zeszły, została mi blizna po babcinej pomocy w takiej oto formie małego, kosmicznego krateru. Na zdjęciach rzadko kiedy go widać, bo rzadko kiedy mam zdjęcia z bliska, w każdym razie jakoś strasznie mi on nie przeszkadza :)


7

Fasolka szparagowa na drzewie, czego to Amerykanie nie wymyślą ;) (w rzeczywistości jest to Surmia Zwyczajna z Ameryki Północnej, a fasolki niestety nie są jadalne...:/)


6

Nie wiem, co to było, ale było ekstra i przypominało mi Ferrero Rocher ;)


8


9


10


11


13


14



Buty - Zara via allero (widziałam je kiedyś w Zarze w wersji białej i zabójczo mi się spodobały...z tym, że nie było żadnego innego koloru poza białym, a w białych kozaczkach to tak jakoś nie bardzo...znalazłam je kilkanaście miesięcy po wizycie w sklepie, na allegro oczywiście. I dużo taniej, oczywiście. Cenię ja za naprawdę rewelacyjne wykonanie [co się Inditexowi coraz rzadziej zdarza] i skórę licową z każdej możliwej strony, przez co komfort noszenia jest nieporównywalny z syntetykami)
"Lajkry" (czyli nazwa legginsów w mniemaniu mojego brata) - Bershka%
Kardigan - Ethel Austin, sh (pierwotnie należał do Mamuśki Łośka, ale po czystkach w jej szafie, należy do mnie)
Chusta - Troll % (9,00 zł!)
Torba - No name, allegro (wykonana jest w całości z naturalnej skóry licowej, bardzo wytrzymała, pojemna i w idealnym stanie. Zapłaciłam za nią - uwaga - 14,90 zł!!! :D)
Kolczyki - kupione gdzieś tam w Grecji, jedne z ulubionych


19 komentarzy:

  1. mistrzyni zakupów na allero's back! :D

    ależ mnie ucieszyłaś w ten deszczowy wieczór nowym postem :) stanowczo proszę o częstsze tego typu niespodzianki!

    ja niemal wszystkie buty w Zarze wielbię za wygląd ich i w większości za wykonanie, ale mnie nie stać, to przełykam ślinę i idę dalej. żeby na Allegro szukać,nie pomyślałam, głupia ja!
    jeśli natomiast mowa o bliznach z dzieciństwa, to posiadam takową na klatce piersiowej (ekhem) i na kolanie, i na udzie, a wszystko to efekt niewielkich poparzeń, heh.

    miło Cię widzieć, całusy ślę! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ogród botaniczny ma to do siebie, że świetnie wygląda od wiosny do późnej jesieni. Zawsze można spotkać ciekawe okazy i porobić mnóstwo fantastycznych zdjęć ;)
    Świetna ta łaciata torebka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie miejsca, bo mają w sobie jakąś taką magię.
    W szarości Ci do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. idealna torebka i jakie świetne miejsce na zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nam też Twój krater nie przeszkadza :D Fajnie, że jesteś po takiej długiej przerwie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja mam wstęp do ogrodów botanicznych zawsze, nawet gdy inni nie mogą, z racji pasji i... studiowania. My studenci biologii tak mamy:) Musisz uwierzyć na słowo jak pięknie jest w szklarniach w środku grudnia, i ciepło jak na Bahamach:))) Nico

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny sweter ! Faktycznie szarości bardzo do Ciebie pasują !:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow piękne zdjęcia i ta torba...

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię Twojego bloga... wkrecam Cię w zabawę- zasady u mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. szary ladnie wygląda na tle tych wszystkich zieleni :) przypomnialas mi jaki ladny mamay ogrod we Wroclawiu, wybiore sie zanim zima nas dopadnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. świetne zdjęcia i zestaw :)

    pozdrawiam,
    Paula

    OdpowiedzUsuń
  12. Co jak co, ale dawno mnie u Ciebie nie było :D A takie soczyste tutaj kolory! Ciepło pewno w takim sweterku prawda?

    OdpowiedzUsuń
  13. wyglądasz świetnie,fantastyczne buty!
    podoba mi się ta kolczasta tudzież owłosiona roślinka :D

    OdpowiedzUsuń
  14. ale pieknie,kazdy element stroju mi sie podoba no i do tego te okazy ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajny zestaw super buty http://justynjjacollection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. rewelacyjne zdjecia!
    milo sie oglada:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Łucjo nie opuszczaj blogsfery!:) Co słychać we Wroclove i przede wszystkim jak tam te mega ciężkie studia:D?

    OdpowiedzUsuń